Fotograf przyrody - Bolesław Słomkowski

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Widoki znad Biebrzy w Olecku - 2016 r.

Tego jeszcze nie było w historii miasta od co najmniej 50 lat. Około 15 marca pojawiły się klucze dzikich gęsi, które siadały na jeziorze po południu i odpoczywały do rana. W poprzednich latach zdarzały się przypadki sporadyczne, kiedy stado zalatywało na kilka godzin lub noc.

W tym roku nastąpiła dosłownie inwazja ptaków (jak na nasze warunki). Od 15-03 przebywały codziennie przez wiele dni. Wśród nich przeważały gęsi zbożowe, białoczelne, gęgawy i pojedyncze perełki – bernikle białolice. Prawdopodobnie w drodze na Syberię zatrzymały je złe warunki pogodowe na Syberii lub dobre pożytki w naszej okolicy.

W ustalonym rytmie po południu zlatywały na jezioro i odpoczywały. Po wodzie niósł się gwar tysięcy ptaków, dobrze słyszalny kilkaset metrów wokół. Rankiem, zaraz po wschodzie słońca, z jeszcze większym gwarem, grupami po kilkaset osobników podrywały się z wody i odlatywały na okoliczne pola, na żerowisko. Szczególnie upodobały sobie okolice wsi Możne i Imionki. Tam przebywały w dzień i ponownie wracały na jezioro. Odwrotna sytuacja nastąpiła w dniach 23, 24, 25. W nocy 22 i 23 marca temperatura spadła do minus 8 stopni i gęsi nie nocowały na jeziorze z obawy o przymarznięcie do lodu. Przyleciały rano i osiadły na połaci nie zamarzniętej wody od strony rzeki z Sedranek i przebywały cały dzień. Mieszkańcy Olecka spacerujący Wiewiórczą Ścieżką mogli podziwiać to zjawisko przyrodnicze z odległości 200-300 m i robić zdjęcia całej grupy. W tych dniach na wodzie, jak oszacowali fachowcy znający się na ptactwie, przebywało od 20 do 30 tys. gęsi, co jest niespotykaną liczbą w historii Olecka i niezbyt częstą nad Biebrzą.

Kilka razy w ciągu dnia stado podrywało się z wody i po chwili wodowało. To było unikalne widowisko. Szum skrzydeł, gwar gęgania i tysiące (dziesiątki tysięcy) ptaków w powietrzu. Tego się nie da opisać – to trzeba zobaczyć. Kiedy odlecą nad jeziorem i polami zrobi się trochę pusto i…. Nie, bez tego „i”. Przyroda ma swoje prawa i niech szczęśliwie dotrą do celu wędrówki.

 

Wyprawa nad Biebrzę - 2014 r.

Na początku kwietnia naoglądałem się w internecie tysięcy gęsi na przelotach, gdzieś w okolicach Biebrzy i Narwi. Zachęcony tymi obrazami już widziałem siebie fotografującego niepowtarzalny / powtarzalny dla innych spektakl przyrody.

W nocy 4 kwietnia wyruszyłem na moją wyprawę. O godz. 5.00 byłem w Osowcu i udałem się w okolice Fortu II. Usadowiłem się na wale ziemnym fosy fortu i spojrzałem na bagna z panoramą w kierunku Goniądza. Do życia budził się kolejny dzień. Jak to wyglądało zobaczcie na zdjęciach.

Z daleka było słychać odgłosy gęsi ale gdzie te stada? Po wschodzie słońca nie doczekawszy gęsi przeniosłem się na Biały Grąd. Tam gorzej niż pod Osowcem. Wróciłem do wsi Sośnia i usadowiłem się nad rozlewiskiem Biebrzy. Trochę przymaskowałem miejsce obserwacji i pogrążyłem się w oczekiwaniu na gęsi. Najpierw pojawiły się białe czaple, bardzo eleganckie i czujne. Potrzebowałem 4 godzin, aby wykonać kilka zdjęć. Poza tym krajobraz rozlewisk, całkiem ciekawy. Wieczorem wróciłem do miejsca biwakowania, posiłek i spać.

Na drugi dzień pobudka o 4 rano. Na samochodzie biały mróz. Krótkie przygotowanie prowiantu i wymarsz do prowizorycznej czatowni. Piękny zimny poranek bez chmur. Nad głową z olbrzymią prędkością z szumem skrzydeł i gęganiem przelatują pojedyncze klucze, trudne do fotografowania. Jak szybko nadleciały, tak szybko przestały lecieć. Siedzę dalej i czekam. Pojawiły się opisywane wcześniej czaple, kilkanaście batalionów, jakieś czajki. Po kilku następnych godzinach jedna z czapli ukazała się w wizjerze aparatu. Wykonałem serię zdjęć i udało się pokazać jak czapla chwyta jakąś rybę, chyba piskorza, tak mówił mój kolega Witek. O godz.10.00 na drzewach (też czatowniach) usadowiły się dwa bieliki, które wykonały kilka lotów koszących nad rozlewiskiem, bez widocznych sukcesów. Po ich przybyciu czaple dyskretnie wycofały się z tego terenu. Gęsi nie pojawiły się. Trochę rozczarowany przeniosłem swój majdan bliżej koryta rzeki, skąd dochodziły odgłosy gęsi. Były, ale w niewielkich grupkach, w znacznej odległości. Minęło południe a zdjęć nie ma. Trochę już podmęczony wróciłem do samochodu aby zregenerować siły i pomyśleć co dalej?

Nie mając większego wyboru pojechałem z powrotem do Osowca obejrzeć ścieżkę przyrodniczą i bunkry fortu II. Po godz.15 na pożegnanie wszedłem ponownie na wał aby popatrzeć na bagna z rozlewiskami. Ku memu zaskoczeniu i radości, za fosą na łące żerowało kilka gęsi. Szybko zbiegłem do samochodu po sprzęt i wykonałem kilka zdjęć, tak „na otarcie łez”. I wtedy się zaczęło. Z krzaków bagiennych zerwało się stado kilkuset gęsi białoczelnych i po krótkotrwałym przelocie wylądowało na rzece. Po kilkunastu minutach z wielkim gwarem i gęganiem znowu były w powietrzu i leciały w kierunku krzaków. Powtarzało się to kilka razy. Moja radość była wielka, migawka aparatu „zagrzała się”.

Podjechał do mnie miejscowy człowiek na rowerze i trochę porozmawialiśmy. Zapytałem, gdzie lądują gęsi, na wodzie, czy łące? Powiedział, że na łące i dokładnie wytłumaczył jak tam dojść. W pewnej odległości od łąki słychać było ptaki. Pod osłoną krzaków podszedłem jak najbliżej z lekko przymaskowanym aparatem i wykonałem piękną serię zdjęć gęsi na ziemi. W najlepszym momencie ptaki były ok. 20-30m ode mnie. Wszystkie były w dobrej kondycji, piękne i eleganckie. Zdziwiłem się, ale nie były tak płochliwe jak myślałem. Jednak mój inny ruch poderwał stado w powietrze. Jest to ciekawe doznanie szumu kilkuset skrzydeł i odgłosów gęsi kilka metrów nad głową. Pomyślałem, to pożegnanie. Zdziwiłem się mocno, kiedy wykonały koło i powtórnie wylądowały na tej samej łące, trochę dalej.

Nie chciałem więcej ich niepokoić i wycofałem się powoli. Po kilku minutach gęsi same poderwały się do lotu w kierunku zachodnim i ukazały się na złotym niebie przed zachodem słońca. To było piękne pożegnanie z ptakami i Biebrzą.

 

Fotograf przyrody - Bolesław Słomkowski

Fotografowanie to moja pasja, którą uprawiam od dawna.

Kilkanaście lat fotografuję zdarzenia społeczne, kulturalne i sportowe w swoim mieście Olecko na Mazurach. 

W 2009 roku zaszła w moim życiu duża zmiana i mam więcej czasu na fotografowanie natury, głównie tuż za miastem. Oglądam spektakle przyrody o brzasku. To światło, mgła, rosa, odgłosy budzącego się życia. Część tych wrażeń staram się przenieść na zdjęcia. Czy to się udaje oceńcie sami. Zapraszam na spotkanie z przyrodą Mazur.

Fotografowanie dzikiej przyrody to nie tylko moc wrażeń, ale również praca wymagająca sił własnych i środków finansowych. Wymaga dużego samozaparcia, wytrwałości i konsekwencji w działaniu. To także sprzęt i wyposażenie, bez którego nie ma szans na dobre ujęcie.

Zdjęcia ogląda się szybko i często pobieżnie, ale za każdym z nich kryją się godziny lub dni pracy w różnych warunkach atmosferycznych latem czy zimą.

Zapraszam do obejrzenia mojej galerii

phoca_thumb_s_bielik_39phoca_thumb_s_kaczka_krzyzowka_07phoca_thumb_s_kruki_27phoca_thumb_s_myszolow_76phoca_thumb_s_sojki_50phoca_thumb_s_zuraw_76phoca_thumb_s_losie_088phoca_thumb_s_jelenie_0094phoca_thumb_s_sarny_045phoca_thumb_s_lisy_16phoca_thumb_s_krajobrazy_79phoca_thumb_s_zachod_slonca_07phoca_thumb_s_zamek_chojnik_82phoca_thumb_s_zubry_020phoca_thumb_s_przedwiosnie_03

 

Ale Model…

Czerwiec 2013 r.

Wracałem już do samochodu po kilku godzinach podchodu, a na drodze kicał w moim kierunku zając, który nie zauważył mojej obecności. Ciągle się przybliżał, co chwilę skubiąc rośliny rosnące przy poboczu. Ustawiłem spokojnie sprzęt i czekam. Zając usiadł przy poboczu i pielęgnował nieco przemoczone w porannej rosie futerko. Po chwili ruszył i był coraz bliżej mnie, zatrzymując się i rozglądając. Przykicał tak blisko, że aż mnie zdziwiło, a na długim obiektywie skończyła się skala odległości. Ostrożnie wychyliłem się zza aparatu a zając w odl. 3 metrów. Zauważył wreszcie dziwną przeszkodę i nagle odskoczył na kila metrów do tyłu. Moje zdziwienie było jeszcze większe, kiedy zając ponownie dwa razy podchodził do mnie, próbując przejść dalej. W końcu musiałem się ujawnić, aby ułatwić podjęcie decyzji, w którą stronę ma się udać. Nieśpiesznie skręcił w pole i zniknął wśród wysokich traw.

 

Rzut na taśmę…

marzec 2012

W tym roku nie było jakiegoś szczególnego urodzaju na bieliki lądujące przy mojej czatowni. Często wyczekiwałem długimi godzinami a obiekt nie pojawiał się. Najbardziej irytował mnie brak innych ptaków takich jak sójki. Sroki i kruki, które zazwyczaj są stałymi bywalcami przygotowanej stołówki. Niepowodzenia tłumaczyłem sobie „słabą” zimą, dobrą kondycją ptaków oraz późnym, bo marcowym dokarmianiem. Kiedy po raz kolejny zasiadłem w czatowni i po raz kolejny przez kilka godzin nic się nie pojawiło prawie zwątpiłem. Dałem sobie czas do godz.12.30 i miałem zrezygnować. W pewnej chwili zerknąłem w wizjer aparatu, a tam mignęło coś wielkiego. Natychmiast przeszedłem na „czerwony” alarm i przywarłem do aparatu. Tak, to był on – długo oczekiwany bielik. W locie nurkowym chciał porwać zdobycz, ale się nie udało. Usiadł opodal, chwilę wyczekał czy jest bezpiecznie i podszedł tam, gdzie ja chciałem. To był dorosły osobnik z pięknym żółtym dziobem i białymi piórami w ogonie. Kiedy zabrał się za zdobycz wiedziałem, że mogę zacząć. Sesja trwała ponad pół godziny i w tym czasie nie zwracał na mnie uwagi. Ja natomiast mogłem podziwiać wielkość ptaka, jego siłę i dostojność z tak bliska. Dla tych kilkunastu minut warto było poświęcić kilkaaaaaanaście godzin trudów oczekiwania.

Kilka dni później w pobliżu wylądowały po raz pierwszy dwa młode bieliki, które powitałem z wielką radością i nadzieją, jako nową orlą rodzinę.

 


Strona 1 z 3

Who's Online

Naszą witrynę przegląda teraz 1 gość 

JoomlaStats Counters


Dziś:2
Wczoraj:5
Miesiąc:246
Wszystkie:27743

Nowości w fotogalerii