Fotograf przyrody - Bolesław Słomkowski

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Fotograf przyrody - Bolesław Słomkowski

Fotografowanie to moja pasja, którą uprawiam od dawna.

Kilkanaście lat fotografuję zdarzenia społeczne, kulturalne i sportowe w swoim mieście Olecko na Mazurach. 

W 2009 roku zaszła w moim życiu duża zmiana i mam więcej czasu na fotografowanie natury, głównie tuż za miastem. Oglądam spektakle przyrody o brzasku. To światło, mgła, rosa, odgłosy budzącego się życia. Część tych wrażeń staram się przenieść na zdjęcia. Czy to się udaje oceńcie sami. Zapraszam na spotkanie z przyrodą Mazur.

Fotografowanie dzikiej przyrody to nie tylko moc wrażeń, ale również praca wymagająca sił własnych i środków finansowych. Wymaga dużego samozaparcia, wytrwałości i konsekwencji w działaniu. To także sprzęt i wyposażenie, bez którego nie ma szans na dobre ujęcie.

Zdjęcia ogląda się szybko i często pobieżnie, ale za każdym z nich kryją się godziny lub dni pracy w różnych warunkach atmosferycznych latem czy zimą.

Zapraszam do obejrzenia mojej galerii

phoca_thumb_s_bielik_39phoca_thumb_s_kaczka_krzyzowka_07phoca_thumb_s_kruki_27phoca_thumb_s_myszolow_76phoca_thumb_s_sojki_50phoca_thumb_s_zuraw_76phoca_thumb_s_losie_088phoca_thumb_s_jelenie_94phoca_thumb_s_sarny_045phoca_thumb_s_lisy_16phoca_thumb_s_krajobrazy_79phoca_thumb_s_zachod_slonca_07phoca_thumb_s_zamek_chojnik_82phoca_thumb_s_zubry_020phoca_thumb_s_przedwiosnie_03

 

Rzut na taśmę…

marzec 2012

W tym roku nie było jakiegoś szczególnego urodzaju na bieliki lądujące przy mojej czatowni. Często wyczekiwałem długimi godzinami a obiekt nie pojawiał się. Najbardziej irytował mnie brak innych ptaków takich jak sójki. Sroki i kruki, które zazwyczaj są stałymi bywalcami przygotowanej stołówki. Niepowodzenia tłumaczyłem sobie „słabą” zimą, dobrą kondycją ptaków oraz późnym, bo marcowym dokarmianiem. Kiedy po raz kolejny zasiadłem w czatowni i po raz kolejny przez kilka godzin nic się nie pojawiło prawie zwątpiłem. Dałem sobie czas do godz.12.30 i miałem zrezygnować. W pewnej chwili zerknąłem w wizjer aparatu, a tam mignęło coś wielkiego. Natychmiast przeszedłem na „czerwony” alarm i przywarłem do aparatu. Tak, to był on – długo oczekiwany bielik. W locie nurkowym chciał porwać zdobycz, ale się nie udało. Usiadł opodal, chwilę wyczekał czy jest bezpiecznie i podszedł tam, gdzie ja chciałem. To był dorosły osobnik z pięknym żółtym dziobem i białymi piórami w ogonie. Kiedy zabrał się za zdobycz wiedziałem, że mogę zacząć. Sesja trwała ponad pół godziny i w tym czasie nie zwracał na mnie uwagi. Ja natomiast mogłem podziwiać wielkość ptaka, jego siłę i dostojność z tak bliska. Dla tych kilkunastu minut warto było poświęcić kilkaaaaaanaście godzin trudów oczekiwania.

Kilka dni później w pobliżu wylądowały po raz pierwszy dwa młode bieliki, które powitałem z wielką radością i nadzieją, jako nową orlą rodzinę.

 

Wariant zastępczy

Czasami, gdy za oknem -25C i całkowicie nie mamy ochoty ruszyć się z ciepłego mieszkanka, proponuję „wariant zastępczy” fotografowania przyrody. Nie potrzeba używać dużych sił i środków. Wystarczy statyw z aparatem, widne okno, trochę karmy i jak zawsze sporo cierpliwości, o którą tym razem łatwiej, ponieważ nie musimy marznąć jak na „świeżym” powietrzu. Nasi przyjaciele szybko znajdują karmę i prawie nie zwracają na nas uwagi. Jak to wyszło - obejrzyjcie sami. Uważam, że takie spotkania dają dużo zadowolenia ptakom i tym drugim czyt. fotografom.

Pamiętajmy jednak o dokarmianiu do chwili, aż się ociepli.

 

„Moje” łosie

grudzień 2011

Kiedy kilka lat temu zacząłem fotografować przyrodę, nawet przez chwilę nie pomyślałem, że tak blisko i z bliska będę mógł obserwować i fotografować łosie. Tak blisko, bo po 10 minutach jazdy samochodem dojeżdżam do miejsca ich pobytu. Z bliska, ponieważ dobrze poznałem ich zwyczaje i mogę z dokładnością do kilkunastu minut spotkać je w wyznaczonym przez nie rejonie.

Świat przyrody ma własną organizację i hierarchię. Młodzież słucha rodziców a rodzina trzyma się razem. W tym przypadku łosza prowadza tegorocznego cielaka, a przy nich, w pewnej odległości poruszają się dwa młode byki 2-3-latki i jeden starszy, prawdopodobnie ojciec łoszaka. Mogę je spotkać prawie codziennie, kiedy wracają rankiem na odpoczynek do lasu, z żerowania na polu rzepaku.

Aby fotografowanie powidło się, potrzebne jest spełnienie kilku warunków. Po pierwsze dobre ukrycie się, po drugie wiatr z właściwej strony „na twarz”, po trzecie przynajmniej średnie światło (jako że mamy grudzień to wiadomo jak z tym jest). Od niedawna posługuję się nową przenośną czatownią składającą się ze statywu do aparatu i … maskującej płachty z otworem na obiektyw. Sam jestem zaskoczony jej skutecznością. Jeżeli wiatr jest sprzyjający zwierzęta podchodzą na odległość 20-30 m a nawet bliżej. Czasami czuję się nieswojo, kiedy byk łoś o wadze 500-600 kg. przechodzi tak blisko. Widzę majestat wielkiego zwierza, jak bucha z niego para i słyszę jego ruch. Teraz zdjęcia robię „z ziemi” i pole ucieczki prawie nie istnieje. Mimo to, bladym świtem sprzęt ustawiony i czekam co przyniesie poranek. Chciałbym, aby nie wyszły „za wcześnie”, przecież takie słabe światło. One tymczasem kierują się własnym rytmem i nie chcą spełniać marzeń fotografów. Czasami jednak zatnie się im zegarek i wychodzą trochę później. Wtedy skupienie, emocje i migawka w ruch. Tym razem udało się. Mimo średniego światła i migawki 1/20-1/50 sek. przy przysłonie 6,3 i ogniskowej 400-600 mm jest trochę niezłych fot. Fotoprzyrodnicy wiedzą jakie to trudne.

Powtórnie oglądam krajobraz, gdzie przed chwilą były zwierzęta i co tam widzę? pole, zarośla śródpolne, w oddali las i szare niebo, w sumie nic ciekawego, szczególnie w grudniu. To właśnie zwierzęta nadają krajobrazowi coś szczególnego, coś wspaniałego, co potrafi karmić zmysły i dawać radość z obcowania z naturą.

 

Moje zmagania przy foceniu przyrody

Poważnie tematem zająłem się pod koniec lata 2009 r. Obserwowałem wtedy zmagania bielików z krukami. Wczesnym rankiem trwały potyczki, w których kruki przeważnie ścigały bieliki a ja myślałem, że powinno być odwrotnie. Odbywały się bezkontaktowo, lecz z wielkim hałasem i wrzawą. Dziwiłem się tym bardziej, widząc bardzo duże różnice wielkości i ciężarze ptaków. Bielik o wadze ponad 4 kg umykający przed krukiem o wadze ok. 1,5 kg. Widać to bardzo dosadnie kiedy na wyschniętym wierzchołku świerka usiadł bielik. Po chwili nadleciał kruk i głośnym wrzaskiem, przy rozpostartych skrzydłach zmusił „dumnego” bielika do opuszczenia tego miejsca. Scena ta wyglądała z serii „ja się nie boję ale nie lubię wrzasku”. Obrazują to zdarzenie zdjęcia w folderze z bielikiem.

 


Strona 1 z 2

Who's Online

Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 

JoomlaStats Counters


Dziś:2
Wczoraj:2
Miesiąc:181
Wszystkie:5282

Nowości w fotogalerii